Spotkanie Tusk - Biden w Warszawie

Premier: Zdarzenia na Krymie i bezprecedensowa decyzja Rosji o przyłączeniu Krymu to wyzwanie dla całego świata.


Zdjęcie premiera i wiceprezydenta USA na tle flag 1 z 6
M. Śmiarowski/KPRM

Donald Tusk potwierdził, że aneksja Krymu jest nie do zaakceptowania przez wspólnotę międzynarodową i Polskę. Premier podkreślił, że zmienia to nie tylko granice państw, ale również sytuację geopolityczną w tej części świata i zwiększa ryzyka w Europie Wschodniej.

- Nie akceptujemy rozwiązań, których źródłem jest przemoc czy siła, nie przyjmujemy argumentów jakimi posługują się przywódcy polityczni, którzy rozstrzygają konflikty niezgodnie z prawem międzynarodowym, a później szukają do tego uzasadnienia czy wytłumaczenia - mówił premier.

Premier zwrócił uwagę, że wyzwania, przed jakimi stoimy są długoterminowe. - Znaleźliśmy się w wieloletniej perspektywie strategicznej  i cieszę się, że amerykański i polski pogląd w tej sprawie jest zbieżny w stu procentach - powiedział Donald Tusk.

Wiceprezydent USA podkreślił, że bardzo ważne jest zapewnienie Ukrainie silniejszych związków z Zachodem, w tym ekonomicznych. Joe Biden mówił również o podejmowaniu kolejnych kroków, które będą miały na celu wzmocnienie NATO.  - Wspólna obrona jest wspólną odpowiedzialnością - stwierdził. - Stany Zjednoczone mocno popierają Polskę i modernizację polskich sił zbrojnych - dodał.

Bliższa współpraca Polska - USA
 

Po spotkaniu z Joe Bidenem premier zapowiedział ściślejszą współpracę wojskową Polski z USA, również w ramach modernizacji polskiej armii.

Premier powiedział po spotkaniu, że usłyszał deklaracje bezpieczeństwa i współpracy z Polską ze strony Stanów Zjednoczonych. - Te mocne, bezprecedensowe słowa wsparcia nabierają dziś szczególnego znaczenia - podkreślił. - Jestem przekonany, że ich konsekwencją będą wspólne działania dziś i w przyszłości - dodał.

Wizyta Joe Bidena
 

Rozmowa Donalda Tuska z Joe Bidenem trwała dłużej niż zaplanowano. W Warszawie wiceprezydent spotka się również z prezydentem Estonii, a potem uda się na Litwę.


Zobacz także